Dwie siódemki. Test Chery Tiggo 7 PHEV i Jaecoo 7 PHEV
Składanie różnych samochodów z dostępnych na półce koncernowych „klocków” nie jest niczym nowym. Pionierem był już sto lat temu General Motors, a dzisiaj robią to praktycznie wszyscy. Wystarczy wymienić, poza wspomnianym GM, choćby VAG czy Stellantis. Dwie, może trzy platformy, kilka różnych typów napędu i możemy dowolnie mieszać, zyskując kilkanaście modeli różnych marek. A jak wszyscy, to Chińczycy też. Każdy z chińskich koncernów ma po kilka marek, ale mistrzem jest chyba Chery – ma ich bodajże czternaście. Czasem jest to badge engineering, czyli ten sam samochód występuje na różnych rynkach pod innymi markami. Ale w sumie jest to kilkadziesiąt modeli, z których w Polsce znamy tylko niewielką część. A i tak Chery ma u nas chyba najliczniejszą ofertę. Łącznie sprzedawane są cztery marki – Chery, Jaecoo, Omoda i Exlantix (tylko elektryczne). Jest jeszcze Jetour, ale sprowadzany przez prywatnego importera i dystrybuowany poza siecią oficjalnego przedstawicielstwa.

Taka multiplikacja, choć na pierwszy rzut oka może powodować dezorientację, ma jednak sens. Według importera każda marka kierowana jest do innej grupy odbiorców. Poza tym jest spora szansa, że klient, któremu nie będzie odpowiadać na przykład Omoda, pozostanie w koncernie i wybierze na przykład Jaecoo. Zysk idzie przecież do tej samej kieszeni. Na ile jest to tylko „marketing horyzontalny”, a na ile chęć dostosowania oferty dla często skrajnie różnych grup odbiorców? Sprawdźmy na konkretnym przykładzie – dwóch modeli, które są technicznie identyczne, ale jeśli chodzi o target – bardzo odległe.

Wspólny napęd PHEV w Jaecoo 7 i Chery Tiggo 7
Jaecoo 7 PHEV i Chery Tiggo 7 PHEV bazują na tej samej platformie T1X. Jednostka napędowa to hybryda plug-in, nazywana przez producenta „Super Hybrid”. To konstrukcja inna niż hybrydy europejskie – opiera się na dużej baterii, dużym zbiorniku paliwa i specjalnie opracowanej przekładni DHT (Dedicated Hybrid Transmission). Kluczową zasadą działania DHT jest utrzymywanie wewnętrznego silnika spalinowego (ICE), zwanego Dedicated Hybrid Engine (DHE), w jego idealnym, najbardziej efektywnym zakresie pracy. Cały układ pracuje w trzech automatycznie dobieranych trybach – elektrycznym, równoległym lub szeregowym. Dla samochodów zbudowanych na platformie T1X podstawą jest silnik spalinowy o pojemności 1,5 litra, współpracujący z dwoma silnikami elektrycznymi dzięki przekładni 1DHT. Do tego bateria o pojemności 18,4 kWh, czyli sporo jak na PHEV, ale dzięki niej można przejechać ok. 100 km tylko na prądzie.



1200 km zasięgu
Łączny zasięg mieszany to według producenta 1200 km. Da się go nawet wydłużyć, co zresztą potwierdziły liczne testy. U mnie oba samochody uzyskały identyczne średnie spalanie, wynoszące 5,95 litra na 100 km. Gdyby większość dystansu pokonywać w mieście, doładowując baterię, zużycie mogłoby być naprawdę znikome. Niestety, wyliczenie średniego spalania trzeba przeprowadzać samemu, bo komputer pokładowy pokazuje tylko zużycie z ostatnich 50 km. Importer zapowiada, że to się zmieni – tylko nie wiadomo jeszcze, kiedy centrala na uwagi zareaguje. Być może samochody z tegorocznej produkcji będą już miały możliwość pokazania średniego zużycia z całego dystansu, lub np. od zatankowania.


Wymiary i bagażniki
Jako że oba modele są na tej samej platformie, muszą być także zbliżone wymiarami. Taki sam jest rozstaw osi – 2,67 metra. Tiggo 7 jest odrobinę dłuższe, 4,55 metra, Jaecoo 7 ma równe 4,5 metra długości. Natomiast Tiggo może się pochwalić dużo większym bagażnikiem – 475 litrów. Jaecoo pomieści tylko 340 litrów, ma za to niespotykany w innych samochodach gadżet: roleta bagażnika może pełnić rolę… ekranu kinowego. Od spodu pokryto ją białym materiałem, dokładnie takim, jak prawdziwe ekrany kinowe. Wystarczy więc podpiąć ją pod otwartą klapą i już można oglądać filmy z przenośnego projektora. Zasilanego oczywiście z baterii samochodu dzięki funkcji V2L.





Odmienny design
Z zewnątrz natomiast oba samochody są tak różne, jakby pochodziły nie tylko z różnych światów, ale wręcz różnych epok.
Chery Tiggo 7
Chery Tiggo 7 jest takim trochę generycznym, azjatyckim SUV-em, mógłby mieć przyczepiony jakiś inny znaczek i pewnie nikt by się nie zorientował. Styliści bardzo się starali, żeby wyglądał na droższy niż jest, stąd np. duży plastikowy „Diamond Grill” z logo marki (i koncernu), które można pomylić z logo Infiniti. I rzeczywiście, ludzie pytali, czy to właśnie jakiś nowy model Infiniti. Ale stylistycznie Tiggo nie powala, zbyt wiele jest łudząco podobnych samochodów.















Jaecoo 7
Co innego Jaecoo 7 – ten samochód naprawdę się wyróżnia. Jest kanciasty, trochę toporny, ma z jednej strony przypominać terenówkę, z drugiej – trudno nie nazwać go eleganckim. Z chowanymi klamkami (wkrótce będą musiały zniknąć) przypomina niedwuznacznie styl Range Rovera. To udany projekt i do mnie przemawia znacznie bardziej niż Tiggo. Ale, oczywiście, wielu klientów woli taką bardziej generyczną stylistykę i wybierze mniej rzucające się w oczy Chery Tiggo 7.















Wnętrze
We wnętrzu obu samochodów odnajdziemy, co też oczywiste, elementy znane z innych modeli koncernu.
Chery Tiggo 7
W Tiggo 7 będą to na przykład fotele, ekrany i klamki drzwi żywcem wyjęte z Omody. Ale – i to trzeba pochwalić – Tiggo w środku zaprojektowano tak jakby pod gust europejskiego klienta, który nie przepada za „ekranozą”. Oczywiście, po uruchomieniu samochodu trzeba mocno poklikać w ustawienia asystentów kierowcy i menu zarządzania energią. Chińczycy nie wpadli jeszcze na zapamiętywanie indywidualnych ustawień. Ale już regulacja klimatyzacji jest w listwie „haptycznych” przycisków pod ekranem (taką samą ma np. Nissan Ariya).









Dźwignia zmiany biegów (szkoda, że dość tandetna) jest na tunelu środkowym, dzięki czemu wycieraczkami steruje się zwyczajnie, dźwignią z prawej strony kolumny kierownicy. Jest też samościemniające się lusterko, co w chińskich autach nie jest standardowym elementem wyposażenia. Tiggo też ma swój ukryty gadżet – schowany pod tunelem środkowym dystrybutor zapachów. Są trzy, wybór i ustawienie intensywności oczywiście przez ekran w osobnym menu. A bagażnik jest nie tylko duży, ale też ustawny i głęboki.









Jaecoo 7
Jaecoo 7 w wersji hybrydowej jest – niestety – na drugim biegunie. Ktoś postanowił wnętrze wobec wersji benzynowej „poprawić” i „unowocześnić”. Jak dla mnie za bardzo. Zlikwidowano prawie wszystkie przyciski na tunelu środkowym, z którego przeniesiono też zmianę biegów pod kierownicę. Boczki drzwi pozbawiono ładnych elementów w stylu industrialno-militarnym, które chwaliłem w „benzyniaku”. Zamiast normalnego panelu z przyciskami do otwierania okien są jakieś dziwne, wystające guziki, które nie działają intuicyjnie, czyli góra-dół, tylko przód-tył.









Można też zapomnieć o normalnym ustawianiu lusterek. Trzeba na ekranie wybrać menu ustawiania i wyregulować położenie lusterek przyciskami na kierownicy. Oczywiście nie da się tego zrobić podczas jazdy, należy więc zapomnieć o wprowadzeniu najmniejszych choćby poprawek. Położenie lusterek można niby zapamiętać, ale nie udało mi się znaleźć podmenu, w którym można by je było wywołać z powrotem. A lusterko wewnętrzne to już sen pijanego cukiernika. Jest… panoramiczne, widać więc w nim to, co dzieje się na tylnych siedzeniach, ale niekoniecznie to, co mamy za samochodem. Takie lusterka, jako dodatkowe, odkładane, są w wielu minivanach. Nigdy natomiast nie spotkałem się z tym, żeby było to jedyne lusterko. Kogoś tu grubo poniosło. Gdyby jeszcze klientom zostawiono wybór pomiędzy wersjami wnętrza przy każdym rodzaju napędu, byłbym gotów zrozumieć. Ale nie ma takiej możliwości i decyzja o zakupie oszczędniejszego wariantu hybrydowego związana jest z wyborem wnętrza, które może nieźle denerwować.









Jaecoo 7 czy Chery Tiggo 7?
Jedno jest pewne – to rzeczywiście dwa zupełnie różne samochody dla dwóch zupełnie różnych grup klientów. Bardziej zachowawczy i przyzwyczajeni do tradycyjnej ergonomii wybiorą Chery Tiggo 7. Nastawieni na nowoczesność za wszelką cenę i gadżeciarze będą zachwyceni Jaecoo 7. Czy któryś z tych samochodów przemawia do mnie bardziej? Z jednej strony lepiej czuję się w Chery Tiggo 7, może właśnie dzięki lepszej ergonomii. Z drugiej – Jaecoo 7 jest moim zdaniem po prostu ładniejsze, ale szaleństwo ekranozy od niego odstrasza. Na szczęście niezależnie od upodobań w obu autach znajdziemy nowoczesny i wydajny napęd, więc decyzja o zakupie jednego lub drugiego może już być podyktowana wyłącznie subiektywnym wrażeniem.


Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak
Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to będzie nam miło jeśli będziesz nas wspierać za pośrednictwem PATRONITE. Poza naszą wdzięcznością uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji.


