Sto tysięcy za sekundę. Test MG Cyberster
Początki były raczej skromne – ot, zwykły serwis modyfikujący zwyczajne Morrisy, dzięki czemu nabierały bardziej sportowego charakteru. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to warsztat tuningowy, choć sto lat temu nikt takiego nazewnictwa nie używał. Dość szybko jednak szef Morris Garages, Cecil Kimber, wpadł na pomysł sprzedawania samochodów pod własnym znaczkiem, charakterystycznym „MG Octagon”. Pierwszy model oparty był na poprawionym modelu Morris Oxford, ale już kolejne były własnymi konstrukcjami. Oczywiście MG produkowało dwuosobowe, odkryte roadstery – Anglicy je kochali, choć do wyspiarskiej pogody pasowały jak pięść do nosa. Ale może właśnie dlatego, kto ich tam wie…

Przez następnych kilkadziesiąt lat roadstery MG stawały się coraz bardziej popularne na całym świecie. Złote lata to druga połowa XX wieku i ogromny sukces modeli MGA i MGB. Ale brytyjska motoryzacja skończyła, jak skończyła. Z niegdysiejszej potęgi zostało nawet mniej, niż z imperium. Przeżyło kilka marek, wszystkie wykupione przez zagraniczny kapitał.

MG Cyberster, czyli projekt „dej”
MG trafiło w ręce chińskiego koncernu SAIC i już od lat żyje ze sprzedaży SUV-ów. Ale MG bez choćby jednego roadstera nie może istnieć. Chińscy szefowie w końcu to zrozumieli i w 2021 roku wyłożyli pieniądze na concept car o nazwie Cyberster. Nowoczesny, dwuosobowy, szybki, ale przede wszystkim – elektryczny. Czym innym jednak koszt prototypu, a czym innym uruchomienie produkcji seryjnej. Tutaj sięgnięto po metodę, którą w Polsce nazywamy dość złośliwie „dej”, czyli uruchomiono crowdfunding. Klienci posłusznie wpłacili depozyty, i z okazji stulecia marki, w 2024 roku, Cyberster oficjalnie zadebiutował jako samochód produkcyjny.









MG Cyberster – najmocniejszy roadster w historii MG
Najmocniejszy (wersja GT ma 510 KM i 725 Nm) i najszybszy w historii marki – 3 sekundy do pierwszej setki. Wygląda dokładnie tak, jak prototyp – jest niski, długi, ma potężną maskę i tak zwane Lambo doors, czyli elektrycznie podnoszone drzwi. Przesadzono jedynie z tylnymi światłami, w których kierunkowskazy mają kształt strzałek, jak dla mnie mogliby to sobie darować.









Lambo doors czyli uliczny spektakl
Za MG Cybersterem oglądają się dosłownie wszyscy, a podnoszenie drzwi przeradza się w mały uliczny spektakl. Pomysł z tymi drzwiami sam w sobie jest dobry, bo można zaparkować na normalnym miejscu, na którym otworzyć na bok tych długich skrzydeł po prostu by się nie dało. Z drugiej strony, gdy pada deszcz nie ma siły, musi napadać do środka, bo ceremonia podnoszenia i opuszczania trochę trwa.

Miękki-twardy dach
Podobnie zresztą jak otwieranie i zamykanie – oczywiście elektrycznie – miękkiego dachu. ręcznie zrobiłbym to pewnie szybciej. Dach nie jest tak całkiem miękki – wystarczy postukać w poszycie, żeby poczuć jakieś wzmocnienia. Ale dobrze izoluje i wygłusza, a to przecież najważniejsze. Poza tym po to kupuje się kabriolet, żeby – gdy tylko pogoda pozwoli – jeździć z otwartym dachem.









Wnętrze MG Cyberster
W kabinie Cyberstera jest – tak to nazwijmy – przytulnie. Czyli po prostu ciasno. Ale tak ma być – ciasnota jest immanentną cechą sportowych samochodów. To nie jest rodzinny SUV czy minivan, tutaj przestrzeń się nie liczy, poza tą nad głową, oczywiście. Dwa fotele, kierownica, więcej nie trzeba. Wygospodarowano tylko małą półkę za fotelami, więc jakieś codzienne drobiazgi można spokojnie zabrać. O bagażniku można natomiast powiedzieć tylko tyle, że jest. To znaczy, że torba z kablami tam się mieści, ale już zakupy nie wejdą. Projekt Cyberstera powstał w londyńskim studiu, patrząc na karoserię jestem gotów w to uwierzyć.

Ale wnętrze projektował albo jakiś chiński student za 200 juanów, albo ktoś, kto ewidentnie miał gorszy okres w życiu. Poza doskonałymi fotelami i przyjemną niewielką kierownicą, ergonomia jest praktycznie nieobecna. Obsługa odbywa się na zasadzie „szukajcie, a znajdziecie” bądź w myśl zasady określanej angielskim skrótem RTFM. To znaczy Read The F*cking Manual, bo bez lektury instrukcji nie da się dojść tam, dokąd by się chciało.









Ekrany…
Ekrany są co prawda aż cztery (wliczając zestaw wskaźników, ale ułożone raczej ekstrawagancko. Nie ma tu mianowicie normalnego ekranu centralnego (do którego, chcąc nie chcąc, przywykliśmy). Za to przed kierowcą są aż trzy – zestaw wskaźników i dwa ekraniki po bokach. Na każdym jest inne menu, a że są małe, trzeba się nieźle wpatrywać. Na domiar złego Android Auto (jak to w MG, tylko po kablu) jest na małym ekranie z lewej strony. Co jest na prawym ekranie, nawet do końca nie wiem, bo coś tam klikałem, ale i tak kierownica sporą część zasłania. Natomiast funkcję prawdziwego ekranu centralnego pełni ten w konsoli środkowej, obsługujący klimatyzację i (w drugim menu) ustawienia samochodu.









Zmiana biegów też jest w przyciskach, to akurat najmniejszy problem. Pod kierownicą znajdziemy łopatki – prawą wybiera się tryby jazdy, lewą reguluje siłę rekuperacji. Reszta sterowników jest na szczęście taka sama jak w innych MG. Jest też (w sportowym aucie musi być coś takiego) czerwony przycisk włączający tryb Super Sport. Ale generalnie trudno się połapać, co gdzie jest. Tyle dobrego, że przyciski elektrycznego otwierania drzwi i dachu są duże i łatwo dostępne.









510 KM i 725 Nm
Mimo to samochodom takim jak MG Cyberster można wiele wybaczyć, gdy już się nimi jedzie. Teoretycznie 510 KM to nie jest bardzo dużo dla sportowego samochodu elektrycznego, ale robotę robi tutaj 725 Nm momentu obrotowego, dostępnego zawsze, czy to od startu, czy też przy każdej prędkości. Podane katalogowo 3,2 sekundy do 100 km/h są absolutnie realne. I to w zwykłym trybie Sport, bez ruszania czerwonego przycisku, który aktywuje bardziej ustawienia elektroniki, niż napędu.









Przy jeździe w normalnym ruchu nie da się wykorzystać więcej niż połowy możliwości samochodu (no chyba, że ktoś ma już kilka aktywnych zakazów więc kolejny nie robi na nim wrażenia. Uwaga – to był żart). Zresztą nie ma po co, i tak wszystkie samochody z dodatkowymi literkami zostają z tyłu. Jeśli takim autem kieruje ktoś ogarnięty, do Cyberstera nawet nie próbuje podchodzić. Oczywiście, przy bardziej dynamicznym sposobie poruszania się (taki eufemizm) zużycie prądu potrafi przekroczyć 25 kWh/100km. Ale jazda kabrioletem jest naprawdę przyjemna bez wysokich prędkości. Tutaj MG Cyberster potrafi być łagodny jak baranek, trochę zadziorny, ale jednak.









W trybie Comfort, przy spokojnym cruisingu „bulwarowym”, zużycie spada do 15 kWh. Pracuje wtedy zresztą tylko silnik na tylnej osi. A wrażenie na przechodniach jest dokładnie takie samo. Czytałem opinie, że zawieszenie i układ kierowniczy Cyberstera nie są dostosowane do możliwości napędu. Nie wiem – nie miałem okazji sprawdzić auta na torze. W codziennym użytkowaniu absolutnie wystarczają. Długi i niski samochód ze środkiem ciężkości niemal tuż nad asfaltem musi się dobrze prowadzić. Jest, oczywiście, sztywny, ale też być musi. To przecież kabriolet, zawieszenie ma więc więcej do roboty, żeby skompensować brak sztywności karoserii. Bo otwarte nadwozie pracuje, to się czuje i słyszy – jednak cudów nie ma, tak się dzieje w każdym kabriolecie, i jeśli ktoś twierdzi inaczej, zwyczajnie łże.









3,2 sekundy do setki – budżetowo, ale niszowo
MG Cyberster jest z założenia samochodem niszowym, dla wąskiej i bardzo specyficznej grupy klientów. Nie ma ich zbyt wielu, to kilkadziesiąt osób rocznie. Kto to kupi – niby 300 tysięcy za chińskie auto to dużo. Ale to jednak najtańszy sportowy roadster na rynku o takich możliwościach. 100 tysięcy za jedną sekundę do setki to niemal promocja na masło w Biedronce. Za samochody konkurencji o zbliżonych osiągach (głównie zresztą spalinowe) trzeba zapłacić kilka razy więcej. A żeby było śmieszniej, nie tylko osiągi będą zbliżone, ale i zasięg. Rozsądnie traktowany Cyberster pokona na ładowaniu około 400 km, czyli w sam tyle, żeby popisać się na mieście albo pojechać na krótką wycieczkę. Poza tym właściciele Cybersterów to naprawdę dość ekskluzywny klub. I to za niewielkie wpisowe.
Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to będzie nam miło jeśli będziesz nas wspierać za pośrednictwem PATRONITE. Poza naszą wdzięcznością uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji.


