MotoryzacjaNajważniejszeTesty

Nadwyżka budżetowa. Dacia Bigster Hybrid 155 – test

Do sukcesu potrzebne są dobre pomysły i spora dawka szczęścia. Ludzie z Dacii najwyraźniej mają i jedno, i drugie – jeszcze żaden ich model nie poniósł rynkowej porażki. Przeciwnie, każda Dacia sprzedaje się świetnie. W pierwszym półroczu tego roku najlepiej sprzedający się samochód w Europie to Dacia Sandero – prawie 129 tysięcy egzemplarzy. Na siódmym miejscu – Duster, ponad 97 tysięcy sztuk. Trudno się dziwić, że Dacia idzie za ciosem i wprowadza nowe modele, powoli starając się pozbyć opinii marki budżetowej.

Większy Duster, czyli Dacia Bigster

Stąd pewnie pomysł żeby, bazując na sukcesie Dustera, wprowadzić większego, trochę „ponadkompaktowego” SUV-a. Nowy model logicznie nazwano Bigster, bo faktycznie mały nie jest, ale też nie jest tylko powiększonym Dusterem. Owszem, jest podobny, bo jednak z Dusterem (nasz test Dustera tutaj) ma sporo wspólnego, ale odróżnienie tych samochodów nie jest żadnym problemem. Przede wszystkim Bigster jest dłuższy – 4,57 metra wobec 4,34 Dustera. Trochę większy, o 5 cm, jest też rozstaw osi. Na dłuższym zwisie tylnym zyskał bagażnik, który według producenta ma 700 litrów pojemności. Na upartego do Bigstera dałoby się wcisnąć trzeci rząd siedzeń, ale nie ma takiej wersji. Pewnie po to, żeby nie robić wewnętrznej konkurencji Dacii Jogger.

Wnętrze

Niemal identyczne z Dusterem jest natomiast wnętrze, ale że Bigster mierzy wyżej, ma trochę lepsze wyposażenie. I tak klimatyzacja jest dwustrefowa, trochę większy jest wyświetlacz zestawu wskaźników, a schowek w środkowym tunelu może być chłodzony. Jest też – nareszcie – adaptacyjny tempomat. Ale Auto Hold to jeszcze niestety nie ta półka, a szkoda.

W ramach luksusu fotel kierowcy sterowany jest elektrycznie. No dobrze, nie całkiem elektrycznie, żeby się w głowach nie poprzewracało. Góra-dół i oparcie jest. Przesuwanie do przodu i tyłu nadal jest ręczne. Kto na to wpadł i ile na tym oszczędził nie wiem, ale trochę to śmieszne. Na pocieszenie mamy elektryczną klapę bagażnika, a w opcji można dokupić duży szklany dach. Wyznacznikiem „lepszości” Bigstera jest też brak gołej blachy na tylnych drzwiach – tutaj już nie pożałowano paru eurocentów na plastikowe zaślepki. Cała reszta, czyli siedzenia i twarde plastiki z odzysku jest żywcem przeniesiona z Dustera.

YouClip… i plastk z odzysku…?

Są też różne gadżety systemu YouClip, czyli uchwyt na tablet, na kubki, lampka, wieszaczek itd. Generalnie wrażenia tej wyższej klasy się nie odczuwa – to musi być Dacia, nie może podgryzać Renault. Chociaż na niektórych rynkach tak Duster, jak i Bigster (a gdzieniegdzie także Sandero) sprzedawane są pod francuską marką. W Europie jest to jednak może już nie klasa budżetowa, ale taki dolny poziom mainstreamu. Nie, żebym miał coś przeciwko plastikom z odzysku, bo są we wszystkich samochodach. Tutaj jednak jest ich nadal trochę za dużo.

Hybrydowy napęd

W Dacii Bigster znajdziemy także napędy z Dustera, z dwoma wyjątkami. Pierwszy to miękkohybrydowe 1.2 z instalacją LPG, a drugim jest nowa hybryda 1.8 155 KM. To konstrukcja nowej firmy o jednoznacznie kojarzącej się z mobilnością nazwie Horse, a będącej spółką Renault i Geely. W zasadzie jest to rozwinięcie poprzedniej (i nadal używanej w Dusterze i Joggerze) hybrydy 1.6, tyle że nowy silnik spełnia normę Euro 6e-bis, czyli najnowszą i najostrzejszą. Tę mniejszą zawsze chwaliłem za oszczędność, po nowej spodziewałem się więc podobnie małego zapotrzebowania na paliwo.

Zużycie paliwa

Producent podaje średnie zużycie na poziomie 4,6 – 4,7 litra. Niestety, nie udało się tak niskiej wartości osiągnąć. Może dlatego, że testowa Dacia Bigster Hybrid była w długiej, dość szybkiej trasie – ale przecież Duster też był i powyżej pięciu litrów nie wyszedł. A Bigster z nową hybrydą do pięciu litrów owszem, schodzi, ale tylko w mieście. Może to dlatego, że samochód jest jednak sporo większy, a także cięższy. Bo jeździ dokładnie tak samo. Też, kiedy tylko może, przechodzi w napęd elektryczny, też bardzo ładnie odzyskuje energię rekuperacją. Nie wiem, może powinienem przejechać jeszcze kolejny tysiąc kilometrów, ale może też po prostu ten typ tak ma. Mimo to ostateczny wynik 5,5 litra i tak jest znakomity.

Duster, Bigster czy jednak chińska motoryzacja?

Skoro Dacia Bigster jest większa, musi być też droższa. Co prawda podstawowa wersja Essential z silnikiem 1.2 MHEV kosztuje (cennikowo) 99900 zł, ale już od dawna nikt tych najtańszych nie kupuje. Dacia Bigster Hybrid startuje z poziomu 125 tysięcy za wersję Expression, w pełni wyposażona Journey to już 133 tysiące. Kilka dodatków i podjeżdżamy pod 140 tysięcy. Sporo jak za Dacię, za te pieniądze można mieć dowolnego Chińczyka z jeszcze lepszym wyposażeniem. Ale – o Dacii wiemy już wszystko. Marka jest na rynku od dekad, podobnie jak serwisy i magazyny części zamiennych. Znamy wartość rezydualną, która jest całkiem niezła. Duster trzyma cenę, to pewnie i Bigster będzie.

Oba modele są kierowane do podobnego klienta, i nawet jeśli będą się trochę kanibalizować, ostatecznie pieniądze trafią przecież do tej samej kieszeni. Ja sam wybrałbym Bigstera, choćby ze względu na adaptacyjny tempomat. A co jeszcze szykuje nam Dacia? Jakieś nowe modele mają pojawić się w przyszłym roku. Czy dorobią się całkowicie elektrycznie sterowanego fotela – zobaczymy…

Tekst: Bartosz Ławski, zdjęcia: Paweł Bielak

Pozostałe testy tutaj

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli podoba Ci się Overdrive i to co robimy, to będzie nam miło jeśli będziesz nas wspierać za pośrednictwem PATRONITE. Poza naszą wdzięcznością uzyskasz dostęp do dodatkowych materiałów i atrakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *